Wojna w Ukrainie wywołała wielką falę solidarności wśród pracowników i pracodawców. Nie odnotowaliśmy żadnych skarg dotyczących tego, że pracodawca nie chciał pmóc pracownikowi czy pozwolić mu np. na urlop czy nawet odejście z pracy, gdy ten musiał opiekować się rodziną lub wrócić na Ukrainę. Sytuacja ma jednak swoje konsekwencje – wielu pracowników musi przejąć zobowiązania tych, którzy odeszli. – Docierają do nas sygnały, że braki kadrowe są gigantyczne, a pracodawcy próbują zachować efektywność w działaniu. Takie problemy dotyczą transportu, budownictwa, handlu czy pracy na magazynach. Zdarzały nam się już interwencje oraz sytuacje, że kierowaliśmy sprawę do konsultacji prawniczych – przyznaje Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

„Budowa musi być ukończona” – szefowie wymagają od pracowników dodatkowej pracy

Wojna w Ukrainie ma wiele konsekwencji dla rynku pracy w Polsce. Będziemy mieć oczywistą nadpodaż kobiet, które będą pewnie szukać zatrudnienia w handlu, turystyce, sektorze medycznym czy społecznym. Jednocześnie z rynku pracy mogło zniknąć nawet kilkanaście tysięcy osób, które wróciły do Ukrainy, by walczyć za ojczyznę. To głównie mężczyźni, którzy stanowili filar sektora budowlanego oraz transportu.
Do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom dociera wiele skarg na to, że wolne etaty są zapełniane pracownikami, którzy zostali na miejscu. To powoduje konflikty i sytuacje, że niektórzy zostają w pracy dłużej niż chcą. Nawet jeżeli mają otrzymywać dodatkowe wynagrodzenie często się na to nie zgadzają.
– Dostajemy sporo skarg, od początku marca było to ponad dwadzieścia wiadomości. Wszystkie w dość podobnym tonie: pracowników jest mniej, pracy tyle samo, musicie więc więcej pracować. Zaznaczam, że w większości przypadków ta praca wiązała się z dodatkowym wynagrodzeniem, ale pracownicy byli oburzeni, że po prostu nie dano im możliwości odmowy. Trzeba pracować więcej i koniec – mówi Małgorzata Marczulewska. – Niektóre skargi sugerowały wprost, że „budowa musi być ukończona i nie ważne czy będziecie pracować 8 czy 10 godzin”. Jedna ze skarg dotyczyła firmy budowlanej, która wprost przedłużyła pracownikom dzień pracy do 12 godzin, co oczywiście jest niezgodne z prawem i zostało skierowane do naszych ekspertów z zakresu prawa pracy – mówi Małgorzata Marczulewska.

Dialog i kompromis – tak, arbitralne decyzje – nie.

Jak wyjaśnia Prezes Małgorzata Marczulewska należy zrozumieć, że pracodawcy znaleźli się w trudnym położeniu. Gonią ich terminy, a brakuje rąk do pracy. Taka sytuacja wymaga jednak dialogu z pracownikami i znajdowania rozwiązań akceptowanych dla wszystkich stron. – Jeżeli pracodawca chce płacić więcej i porozumie się z pracownikami, co do nadgodzin przy realizacji projektów to nie mamy z tym żadnego problemu. Gorzej gdy pracodawca arbitralnie stwierdza: jest budowa, jest transport, jest projekt do realizacji, pracujecie więc do oporu. Taka sytuacja nie może mieć miejsca, nawet jeżeli wiąże się z premiami i gratyfikacjami finansowymi – dodaje Małgorzata Marczulewska.
– Braki kadrowe w transporcie, na budowie i w handlu są obecnie bardzo widoczne. Brakuje również ludzi do pracy w przemyśle, sektorze stoczniowym, a nawet w rolnictwie. Możemy spodziewać się, że sytuacja poprawi się delikatnie, gdy pracę podejmą uchodźcy wojenni. Będą to jednak głównie kobiety. Przedsiębiorcy muszą być więc bardziej elastyczni, szerzej prowadzić rekrutacje i mocniej dbać o swój zespół, który został w Polsce. Inaczej kryzys w wielu sektorach będzie jeszcze głębszy – dodaje szefowa stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.