– Nie jest to jeszcze fala skarg, ale otrzymujemy już sygnały, że firmy działające nad Odrą zmuszone są do zwalniania pracowników – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Mowa głównie o osobach, które były zatrudniane „na sezon”. Wiadomości, które otrzymywaliśmy dotyczyły pracowników kuchennych, osób zatrudnionych w wypożyczalniach sprzętu sportowego czy pomocników w spółdzielniach rybackich. Trudno ocenić skalę problemu, ale na pewno pracodawcy zostali zmuszeni do poważnej rewizji swojego stanu zatrudnienia z powodu katastrofy – mówi Małgorzata Matczulewska.

  • Katastrofa ekologiczna na Odrze trwa od niespełna miesiąca. Z Odry wyłowiono kilkaset ton śniętych ryb
  • Taka sytuacja to koszmar dla kilku sektorów gospodarki. Według danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii na utratę przychodów może być narażone nawet 20 tysięcy firm
  • Najpoważniej kryzys dotyka rybactwo, rybołówstwo, produkcję rybną, turystykę, rekreację, hotelarstwo i gastronomię
  • Do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom trafiło już kilkanaście wiadomości o tym, że firmy zdecydowały się na zwolnienia

 

Skala skarg trafiająca do stowarzyszenia nie jest przygniatająca, ale to dowód na to, że kryzys wynikający z katastrofy ekologicznej na Odrze dotyka nie tylko przedsiębiorców, ale i pracowników.

– Dla wielu firm sytuacja na Odrze to faktyczne zakończenie sezonu, który miał trwać do końca września. Dla przedsiębiorców bezzasadne ekonomicznie jest utrzymywanie pełnej obsady w barze, restauracji, wypożyczalni kajaków czy w tramwaju wodnym, gdy nagle okazało się, że klientów niemal nie ma – mówi Małgorzata Marczulewska. – Otrzymaliśmy informację o tym, że kilka wypożyczalni kajaków zwolniło wszystkich pracowników, bo prowadzenie działalności już nie ma sensu w tym sezonie. Zwolnieni zostali także przewodnicy turystyczni, którzy mieli prowadzić wycieczki po Odrze. Spada zatrudnienie także w hotelach i restauracjach w gminach, które swoją turystykę opierają na Odrze czy wędkarstwie – mówi Małgorzata Marczulewska.

– Nie otrzymujemy informacji o tym, by ktoś nie otrzymał należnego mu wynagrodzenia. Skargi bardziej dotyczą np. zerwania umów, które były zadeklarowane do końca września albo nawet do końca października. Taka sytuacja jest kłopotliwa dla pracowników, którzy z dnia na dzień zostali pozbawieni pracy – mówi Małgorzata Marczulewska.

Kryzys mógłby zostać złagodzony gdyby rekompensaty rządowe były na wyższym poziomie. Zaproponowane 3010 złotych brutto na pracownika, czyli najniższa krajowa to według przedsiębiorców smutny żart. – Nikt w sezonie nie pracuje za najniższą krajową. Nie jest to więc żadna motywacja dla przedsiębiorców do utrzymania miejsc pracy – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Zachęcamy wszystkich poszkodowanych pracowników i przedsiębiorców do kontaktu ze stowarzyszeniem.